is loading...

Coaching z własną żoną…

Wielu coachów rozpoczynających swoją przygodę z coachingiem wybiera bliskich do pierwszych wprawek. Niektóre obecne na rynku polskim szkoły wymagają do zakończenia procesu certyfikacji pewnej liczby wykonanych sesji. W tym przypadku także rodzina i znajomi pełnią rolę klientów. Dodatkowo do coachów już praktykujących zgłaszają się znajomi po wsparcie. W tych i wielu innych przypadkach sesje prowadzone są ze znajomymi bądź bliższą lub dalszą rodziną. Skoro jest to takie powszechne, to czy możemy się tam doszukać jakiegoś, choćby najdrobniejszego zagrożenia? To oczywiście zależy od wielu zmiennych. Najtrudniejszą sytuacją wydaje się być kiedy osoby blisko spokrewnione, często przebywające razem rozpoczynają wspólny proces coachingu.
W takim przypadku mamy do czynienia z dwoma aspektami zmniejszającymi, lub też mogącymi wpływać na zmniejszenie efektywności sesji, oraz jednym bardzo dużym plusem.
Zacznijmy może od owego plusa. Osoby będące sobie bliskie pozostają w dość zażyłej relacji, a jak wiadomo porozumienie między coachem a klientem, oraz wynikające z niego zaufanie i otwartość są nie do przecenienia w czasie prowadzenia sesji. W takiej sytuacji nie ma najczęściej ma potrzeby poświęcać zbyt wiele czasu na budowanie relacji i wzajemne poznawanie się. To na co jednak warto zwrócić uwagę to zawarcie bardzo precyzyjnego kontraktu z coachee i dokładne określenie roli i odpowiedzialności zarówno coacha jak i klienta. Kontrakt taki powinien zawierać większość punktów, które uwzględnia się podczas coachingu profesjonalnego (nie odnoszę się tutaj do jakości pracy coacha, ale raczej do coachingu traktowanego jako profesja i źródło zarobków). Jest to o tyle ważne, że do tej pory osoby te funkcjonowały w rolach męża, żony, dziecka, rodzeństwa lub przyjaciela. W tej chwili, przynajmniej na czas sesji będą kimś zupełnie innym. Stąd dbałość o precyzyjne porozumienie w kwestiach formalnych. Jednakże, w związku z tym, że sesja coachingowa może przybrać nieoczekiwany obrót, jest pewne prawdopodobieństwo, że na krótszy bądź dłuższy czas jakość owych relacji może zostać nadszarpnięta, szczególnie w przypadku kiedy jakość pracy pozostawia wiele do życzenia. Tak się często dzieje kiedy mamy do czynienia z coachem początkującym. A szkoda by było psuć sobie relacje z bliskimi.
Teraz minusy. Pierwszy ważny dotyczy stanu emocjonalnego. Otóż prowadzenie sesji z bliskimi może prowadzić do silnych reakcji emocjonalnych po obu stronach. W przypadku sesji profesjonalnej (uwaga jak wyżej) emocje występują zazwyczaj po stronie coachee. Podczas pracy z bliskimi mogą dotyczyć także coacha. Kiedy omawiane są tematy z obszarów życia prywatnego lub też kiedy coach (współmałżonek) nieświadomie, bądź czasami niestety świadomie próbuje wywrzeć presję na drugiej stronie używając do tego sesji coachingowej, a nie przynosi to spodziewanego rezultatu. To druga bardzo istotna kwestia. A mianowicie coach, nie jest osobą neutralną. Może mieć swój interes, który będzie realizował w trakcie procesu. W przypadkach mniej skrajnych (nie dotyczących różnych form manipulacji wywierania wpływu) kiedy osoby biorące udział w sesji są sobie bardzo bliskie mamy do czynienia z sytuacją kiedy coachowi tak zależy na losie coachee, że ucieka się w dobrej wierze do porad wywierania presji lub niepotrzebnych dyskusji.
Oczywiście, jeśli coach jest w stanie całkowicie odciąć się od swoich emocji i prowadzić sesję na chłodno i z profesjonalną logiką i konsekwencją, takie zagrożenie nie wystąpi. Ale z drugiej strony jak wiele osób an to stać? Dlatego dobrym sposobem jest polecenie bliskiej osobie kogoś z braci coachingowej z kim nasz bliski nie jest w głębokiej zażyłości.
Drugi minus związany jest z percepcją przeszłych oraz teraźniejszych zdarzeń. Dotyczy to szczególnie osób, z którymi spędzaliśmy bądź spędzamy wiele czasu. Istnieje duże prawdopodobieństwo, graniczące z pewnością, że na wiele sytuacji w ich wspólnym życiu coach i klient patrzą zupełnie inaczej. Używają przecież zupełnie innych map do interpretacji rzeczywistości oraz mają najczęściej odmienne kryteria oceny. Stąd trudno jest coachowi bazować na percepcji klienta (na przykład męża), skoro sam uczestniczył (jako żona) w tych zdarzeniach i pamięta je nieco lub zupełnie inaczej. Jak wiadomo, w coachingu, a szczególnie w jego holistycznej odmianie pod uwagę brana jest w mniejszym znaczeniu rzeczywistość, a w znacznym sposób jej postrzegania. Stąd nie ma znaczenia co w rzeczywistości miało miejsce, ale to jak coachee to pamięta i jakie temu nadaje znaczenie bądź jak ocenia dane zjawisko.
Tu mamy podobną sytuację, o ile coach jest w stanie nie brać pod uwagę własnych wspomnień do prowadzenia sesji i skoncentrować się wyłącznie na percepcji klienta zagrożenie nie występuje. Ale jeśli nie potrafi odseparować tych dwóch rzeczywistości, jego skuteczność może być dużo mniejsza, niż osoby niezwiązanej z klientem. Stąd, podobnie jak w poprzednim przypadku warto polecić kogoś nieznajomego.
Podsumowując, zagrożenia związane z prowadzeniem sesji z osobami bardzo bliskimi są na tyle poważne, że warto czasami się powstrzymać i zostawić coaching innym, którzy, nawet na tym samym poziomie zaawansowania zrobią to o wiele skuteczniej.