is loading...

Czy w coachingu istnieje zasada „podwójnej lojalności”?

Jakiś czas temu byłem na dużej konferencji. Znane nazwiska, wielu uczestników, piękne otoczenie, no i najważniejsza rzecz, czyli treść prelekcji. Dowiedziałem się tam, że w coachingu możliwa jest, a w wielu sytuacjach wręcz wymagana tzw. „zasada podwójnej lojalności”, rozumiana, jako przekazywanie pewnych informacji z przebiegu sesji sponsorowi. Jakoś tak, wewnątrz poczułem silny sprzeciw. Nie będę pisał kto to powiedział, bo to nie ma znaczenia. Z resztą, to mocne sformułowanie zostało pod koniec wykładu nieco osłabione, ale jak w popularnym żarcie… niesmak pozostał.
Pomyślałem, że warto wrócić do tematu, bo być może ktoś sobie to wziął do serca i będzie wdrażał.
Krótko na temat poufności, bo temat mam wrażenie jest eksplorowany dość często, choć jak czasami słyszę wieści „z rynku” to nie wszyscy właściwie zrozumieli powyższe zagadnienie.
Gdyby porównać podejście do poufności w coachingu i terapii, to sprawa wydaje się prosta. No, ale przecież to nie to samo… Coaching jest dość specyficzną formą wspierania rozwoju, szczególnie biznesowy, czyli taki, który odbywa się w firmach i ma służyć zwiększeniu efektywności. Mamy wtedy trzecią stronę (oprócz coacha i coachee) czyli sponsora. Stronę, która zleca proces, wyznacza (sugeruje) cele i… płaci. A zatem wymaga. Jak z tego wybrnąć etycznie i z twarzą?
Mogą się zdarzać sytuacje, kiedy coach staje przed dylematem wyboru względem kogo ma być lojalny. Z jednej strony firma oczekuje konkretnych informacji o postępach, a z drugiej strony powstrzymuje go poufność. Z punktu widzenia firmy, to zrozumiałe, ponieważ chce wiedzieć jakie efekty przynoszą zainwestowane w coaching środki?
Jakie są konsekwencje złamania zasady poufności, łatwo przewidzieć, dlatego coach powinien być lojalny w pierwszej kolejności w stosunku do coachee, a dopiero w dalszej kolejności względem firmy zlecającej. Co więcej, należy zadbać o to, żeby cała sytuacja była transparentna i jasna i zaakceptowana przez wszystkie strony. Dlatego niezwykle ważna jest rola precyzyjnego kontraktów, pierwszego ze sponsorem , a drugiego z coachee, w którym zawarta są także klauzule poufności. A gdyby pojawiły się naciski należy asertywnie odmawiać, powołując się na wcześniejsze ustalenia. Organizacja zlecająca coaching powinna wyrazić zgodę na taki układ, ponieważ przynosi on korzyści wszystkim trzem stronom. Coach ma być rozliczany z efektów swojej pracy (to oddzielny, dość szeroki temat, który zapewne jeszcze będzie poruszany), a nie z przebiegu sesji. Klient na sesji, który czuje się bezpiecznie, chętniej zajmuje się własnym rozwojem.
Jeżeli coachee został uprzedzony (nie wyobrażam sobie inne sytuacji), o tym, że przebieg spotkania zostanie ujawniony przełożonemu, to jak łatwo przewidzieć będzie miało duży wpływ na otwartość i zaufanie, a precyzyjniej na jej brak. A w konsekwencji może znacznie utrudnić prowadzenie sesji i realizację celów, lub dokonywanie zmiany.
Proces rekrutacji coacha freelancera jest stosunkowo skomplikowany i długi, z tego powodu, zdecydowana większość firm ufa, że wybrała osobę kompetentną i mogącą z powodzeniem wspierać pracownika w dojściu do zakładanego wyniku. A wtedy, relacjonowanie przebiegu sesji nie jest już potrzebne. Zaufanie to także dotyczy sytuacji powiadomienia (w uzgodnieniu z coachee) sponsora kiedy pojawiają się jakieś komplikacje.
Podsumowując, możemy z powodzeniem zamienić zasadę „podwójnej lojalności” na zasadę podwójnej odpowiedzialności z zachowaniem poufności.