is loading...

Płatne czy bezpłatne?

Kilka tygodni temu przeżyłem ciekawą, rzec by można, przygodę. Zostałem zaproszony na spotkanie organizacyjne (zapoznawcze z coachee). Miejsce to duże miasto, kiedyś wojewódzkie i niestety spora odległość od miejsca w którym mieszkam. Tak około dwie i pół godziny jazdy samochodem, na szczęście częściowo autostradą. Zatem, termin spotkania umówiony, miejsce też znane, i to na trzy tygodnie przed godziną „0”. Nie mam zwyczaju, żeby potwierdzać na dzień przed spotkaniem czy jest ono aktualne. Natomiast mam zwyczaj przyjeżdżać punktualnie, co w przypadku takiej długości trasy znaczy trochę (około 15 do 20 minut) przed czasem, tak na wszelki wypadek, korki, objazdy itp. Przyjechałem. Najpierw portiernia, poszło gładko, potem recepcja… i stop!
Nie można się skontaktować z osobą która mnie umawiała, z coachee też, ani właściwie z nikim. Pozostaje czekać. Cierpliwości starczyło mi na 45 minut. W międzyczasie pani recepcjonistka wielokrotnie próbowała się skontaktować z osobą, która mnie zapraszała. Ja też dzwoniłem, ale bez pożądanego rezultatu. Postanowiłem zatem wrócić. Co czułem? Trudno to opisać jednym zdaniem, ale coś pomiędzy rozczarowaniem, a złością. A może i jedno i drugie równocześnie. To jednak stracony prawie cały dzień. Mogłem w tym czasie zrobić dużo innych pożytecznych rzeczy, a tak tylko wysłuchałem kilku rozdziałów biografii Steva Jobsa. Swoją drogą, pasjonująca lektura.
Jadę z powrotem. Po około godzinie dzwoni telefon. Wyciszam Steva i rozmawiam z osobą, która mnie zaprosiła na owo spotkanie. Słyszę – „przepraszam, przykro mi, kłopoty z komunikacją, popsuty telefon” itp. Wszystko brzmi wiarygodnie i przekonująco. Wiem, że takie sytuacje się czasami zdarzają. Mam trochę empatii, w końcu jestem coachem! Czy mogę wrócić? Szybko przeanalizowałem sytuację. Nie mogłem. Słyszę dalej, że należy mi się wynagrodzenie, czy też odszkodowanie za „zainwestowany” czas… Nigdy nie brałem w takiej sytuacji pieniędzy. Może dlatego, że nigdy w dokładnie takiej sytuacji się nie znalazłem. Zawsze, jeżeli spotkanie czy sesja nie dochodziły do skutku, wiedziałem o tym dużo wcześniej. Nawet mi zdarzało się odwołać zaplanowaną sesję, chociażby, kiedy czekałem na przyjście na świat mojej pierwszej córki. Co zatem robić? – myślę, kiedy emocje w związku z straconym dniem duże. Nagle słyszę, jak mówię, że się zastanowię. Trochę się zdziwiłem tym co powiedziałem, ale słowo to słowo. Przemyślałem to i koniec końców, podjąłem decyzję, żeby wystawić fakturę. Cena równała się średniej, za jedną sesję coachingową.
Czy postąpiłem właściwie, decydując się na wystawienie faktury w takiej sytuacji?
Odpowiedzi proszę nadsyłać na adres: rnykiel@teamcoaching.pl ;-)
A tak na poważnie, to niezwykle ważna kwestia. Spokojnie znajdziemy argumenty przemawiające za fakturowaniem jak i nie, tego typu zdarzeń. Dotyczy to oczywiście, także sesji coachingowych nie odwołanych z odpowiednim wyprzedzeniem.
Najczęściej jest tak, że nie ma dwóch takich samych przypadków. Zatem pewne jest to, że każdą taką sytuację należy rozpatrywać indywidualnie.
Dyskutując kiedyś na ten temat z coachem, która zajmuje się również nauka języków obcych, a dokładnie francuskiego. Pamiętam to zdecydowanie, kiedy mówiła, że tak jak w przypadku pobierania opłat za lekcje języka odwołane z niewystarczającym wyprzedzeniem, tak samo należy postępować w coachingu. Miałem pewne wątpliwości i mam je do tej pory. Podobnie rzecz się ma w wielu gabinetach psychoterapeutycznych. Nie przychodzisz, płacisz. A co z coachingiem?
Co przemawia za pobieraniem opłat za odwołane w taki sposób sesje?
Z pewnością coach poświęca swój czas, który kosztuje. W tym okresie mógłby wykonać inną płatną pracę, ale poświęcił swój czas tej firmie i osobie. Ewidentnie utracił pewne korzyści, chyba głównie materialne, które mógłby zyskać, gdyby spotkanie się odbyło. Możemy także powiedzieć, że jest to także odnoszenie się z szacunkiem do całej sytuacji. Wzięcie pewnej odpowiedzialności, czy też zadośćuczynienie oraz bycie fair.
W opisanej wcześniej sytuacji, dojechałem na miejsce, ale co kiedy jednak zostaniemy uprzedzeni? Tu ważny jest czas, jaki pozostaje do zaplanowanego spotkania. Zupełnie inaczej wygląda to, jeżeli jedziemy z Woli na Pragę, aniżeli z Katowic do Trójmiasta. Zatem warto ustalić konkretny czas, kiedy przesunięcie sesji, nie będzie miało żadnych konsekwencji biorąc pod uwagę także lokalizacje, ponieważ z nią związany jest czas przejazdu.
Z drugiej zaś strony, niektórzy coachowie rezygnują z naliczania opłat kiedy sesja, czy spotkanie nie dojdzie do skutku, ponieważ, na przykład zdarzyło się to pierwszy raz, wytłumaczenie jest wiarygodne, a służy to dodatkowo budowaniu relacji z potencjalnym, lub aktualnym klientem. Może to także wynikać z braku wcześniejszych ustaleń w czasie kontraktowania całego procesu.
Tak czy owak, kluczowe jest to, żeby niezależnie od ogólnych zasad, które ustalamy, podchodzić do takich sytuacji w sposób zindywidualizowany. Tak, aby rozwiązania były satysfakcjonujące dla każdej ze stron. Warto także, ustalać reakcje na tego typu zdarzenia podczas zawierania kontraktu ze sponsorem.