is loading...

Prezent niespodzianka

Wacek jest miłośnikiem dobrego wina. Co więcej, jak nikt zna się jego rodzajach i sposobie wytwarzania. Ma w swoim domu całkiem spory zapas tego szlachetnego trunku. Idąc na spotkanie ze swoim znajomym, postanowili wraz z żoną, że gospodarze otrzymają wyjątkowy prezent wybrany specjalnie na tę okazję. Będzie to wyjątkowe francuskie wino. Jak wymyślili tak zrobili. Na początku spotkania butelka od razu znalazła się na stole. Kiedy już było gotowe do spożycia, wiadomo, że musi jakiś czas poodychać, więc po jakimś czasie gospodarz rozlał je do pięknych kieliszków i rozpoczęła się degustacja. Wacek był w siódmym niebie, ale nie był w stanie wyczytać podobnego zachwytu na twarzach gospodarzy. W tym czasie w ich głowach kłębiły się myśli oceniające to, czego właśnie doznają. I zapewniam cię, że nie nadawały się do głośnego wypowiedzenia. Mogłyby sprawić przykrość gościom. Jak to możliwe, że takie szlachetne wino nie wszystkim smakowało?
Przykład banalny i chyba każdy coś podobnego przeżył. Niekoniecznie z winem, ale z nietrafionym prezentem w ogóle. Co to ma wspólnego z coachingiem? Pozornie nic, ale może mieć wiele. A szczególnie kiedy odniesiemy ów prezent do nieprecyzyjnego celu na sesję.
Założenie jakie przyjmujemy (i jest to uznawane za dobrą praktykę) jest takie, iż coach jest współodpowiedzialny za przebieg procesu, a więc i za sformułowanie celu. W tym przypadku sprawa dotyczy celu na pojedynczą sesję. Wiadomo, że nie jest możliwe prowadzenie sesji bez konkretnego wyniku, ale do jakiego stopnia ma on być doprecyzowany? Może wystarczy tylko jego zarys i jakoś to będzie, myślą niektórzy.
Otóż nie. Cel ma być sformułowany na tyle dokładnie i zgodnie ze ściśle określonymi kryteriami, na ile to oczywiście możliwe (nie zawsze klienci dają się wtłoczyć do schematu jakiego uczy się coach na szkoleniach). Jeżeli coach zaniedba doprecyzowania celu i przejdzie do dalszej części sesji, może okazać się że pod koniec sesji klient poczuje to co owi gospodarze z początku tekstu. Rozczarowanie. Niby wszystko porządku, sesja przebiegała bez zarzutu, a tu pod koniec okazuje się, że nie do końca o to chodziło. A o co chodziło? Warto zapytać. Ale to już jest zbyt późno. Tego coach powinien dowiedzieć się na początku spotkania. Czyli, jednym z pierwszych kroków jest precyzyjne nazwanie wyniku, który będzie satysfakcjonował samego coachee. Bez tego niepodobna jest prowadzić sesji. No bo w jakim kierunku? Jaki ma być rezultat oczekiwany przez klienta? Co chce osiągnąć? To ważne pytania, na które brak odpowiedzi, może spowodować, że sesja będzie miała niewielką wartość.
Możemy przyjąć, że w pierwszej fazie sesji klient sam nie wie czego tak naprawdę chce. Niby to jakoś czuje, ale nie potrafi tego zwerbalizować, albo co jest równie niekorzystne, wie czego na przykład nie chce. Kiedy coach nie pomoże, za pomocą pytań dotrzeć swojemu klientowi do sedna, cała przebyta później droga może okazać się niepotrzebna. Mam tu na myśli sytuacje, kiedy coachowi wydaje się, że już wie. W takiej sytuacji możemy powiedzieć, że cel jest niejako domyślny. Klient ma coś nie do końca określonego w głowie, a coach dopytał pobieżnie, więc efekt może być taki jak praca coacha na początku sesji. Niezadowalający.
Oczywiście możliwy jest scenariusz, że coachee będzie bardzo zadowolony z sesji, ale to będzie najczęściej efekt przypadku. A skoro można mieć niemalże pewność, to po co zdawać się nie szczęśliwy traf? Cel domyślny powoduje, że coach prowadząc sesję porusza się jakby we mgle. Nie wie dokąd ma iść, nie wie gdzie już jest i kiedy klient dotrze do końca podróży. Jest pewne prawdopodobieństwo, że formułując cel domyślny, na swój użytek, coach odnosi temat sesji do swoich doświadczeń. Może przemknąć przez głowę taka myśl, on zapewne potrzebuje… ja na jego miejscu chciałbym… Każda z tych myśli może sprowadzić sesję na manowce.
Można to zobrazować jeszcze inaczej. Co dzieje się kiedy ktoś wsiada do taksówki nie podając dokładnie adresu. Poproszę na Pragę, mówi. Wiadomo, że żaden taksówkarz zdrowy na umyśle nie wyruszy w drogę, mając tak nieprecyzyjne informacje. Ale gdzie dokładnie? No na Pragę! A niektórzy coachowie, i owszem, ruszają w tą drogę, a kiedy czas się kończy nagle może okazać się, że to nie tu chciał dojechać jego klient. Już wie więcej, gdzie to ma być, ale czas już się skończył, więc może pojawić się rozczarowanie. [Tak prywatnie to nie przepadam za porównywaniem coachingu do taksówki, choć wiem, że to popularna metafora, ale jest na tyle nieprecyzyjna, że zniekształca istotę coachingu. Choć w tym kontekście jakoś pasuje;-]
Precyzyjnie określony cel jest istotny co najmniej z trzech powodów:
I. Daje klientowi poczucie zmierzania we właściwym (wybranym przez siebie) kierunku. Taki cel na sesję pozwala na śledzenie, do pewnego stopnia, co już ma odkryte, a czego jeszcze potrzebuje się dowiedzieć. W jakim miejscu procesu zmiany jest. Na ile ten cel na sesję jest zbieżny z oczekiwaniami co do całego procesu.

II. Pozwala coachowi na kierowanie procesem. Dzięki temu wie on jakie zadawać pytania, jakie stosować interwencje i które z narzędzi będą najodpowiedniejsze. Nie ma oczywiście pewności, ale na tyle duże prawdopodobieństwo, że znacznie ułatwia to pracę i wpływa pozytywnie na samopoczucie samego coacha.

III. Daje możliwość na zmierzenie efektywności sesji. Najprostszą metodą ewaluacji sesji coachingowej jest porównanie tego czego coachee oczekuje z tym co osiągnął pod koniec spotkania.
W tym kontekście „prezenty - niespodzianki” są w coachingu mile widziane, ale tylko jako dodatek do głównego wyniku, który coach ma obowiązek możliwie dokładnie doprecyzować. Zdarzają się oczywiście sytuacje, kiedy jest to niezwykle trudne, ale to jak sobie wtedy poradzić będzie tematem jednego z następnych postów.
Jak wskazuje moje doświadczenie, „prezent- niespodzianka” może okazać się nawet bardziej wartościowy od tego pożądanego, ale… to ten drugi określa ramy w których poruszamy się na sesji. Poza tym, „może się okazać” nie znaczy, że jest to reguła. Zatem, coacha obowiązuje miejsce do którego pragnie dotrzeć klient, a że ta podróż może obfitować w nieoczekiwane zwroty akcji, odkrycia i zaskakujące sytuacje stąd obecność dodatkowych „prezentów”.