Skip to content

Emocje w zespole są zaraźliwe

Mamy za sobą czas pandemii i wszyscy jesteśmy w dużej mierze świadomi jak roznoszą się wirusy. Wystarczy zmniejszyć dystans, nie zachować wystarczającej ostrożności i chwilkę porozmawiać… i już przejmujemy albo przekazujemy nasze wirusy. Podobnie może dziać się z emocjami. Ktoś czuje złość i po chwili rozmowy ktoś inny, a może nawet cały zespół w pewnym sensie został „zainfekowany” tą emocją.

Jak to się dzieje? Mechanizmów jest kilka, pierwszym może być empatia. Nasze neurony lustrzane są neurologicznym fundamentem empatii. Zarażanie emocjonalne to w gruncie rzeczy empatia działająca automatycznie, bez udziału świadomej intencji czy refleksji. Nie wybieram, czy „wczuć się” w napięcie kolegi z zespołu – nasz układ nerwowy robi to za nas, zanim zdążymy pomyśleć. Inny może bardziej oczywisty sposób, to działanie mechanizmów poznawczych. Czyli porównujemy własny stan z tym, co widzimy u innych i wykorzystujemy ich reakcje jako informację o tym, jak „powinniśmy” się czuć w danej sytuacji. Szczególnie, kiedy nie mamy pełnej wiedzy na temat jakiegoś trudnego wydarzenia, lub jesteśmy „świeżakiem” w zespole. Jeszcze innym sposobem, połączonym z poprzednimi jest Zarażanie przez język i narrację. To sposób mniej „biologiczny”, a bardziej społeczny. To jak mówimy o sytuacji (słownictwo, metafory, ton narracji — „tylko się nie martwcie”, „kryzys„, „katastrofa” vs. „wyzwanie„, „okazja„) sam staje się nośnikiem emocji i rozprzestrzenia się w zespole poprzez powtarzanie tych samych sformułowań, niezależnie od mimikry czy fizjologii.

Pracując z zespołami jako team coach, regularnie widzę ten mechanizm w akcji. Wchodzę na sesję z zespołem i jeszcze przed pierwszym słowem do pewnego stopnia czuć w jakim stanie jest grupa. Napięcie, rozdrażnienie, energia albo wręcz odwrotnie – ospałość i wycofanie, da się to wyczuć, zanim ktokolwiek powie cokolwiek. Choć oczywiście zawsze pozostawiam sobie margines błędu.  Takie odbieranie emocji, to nie magia, ale zarażanie emocjonalne w czystej postaci.

Czym właściwie jest zarażanie emocjonalne?

Pani Monika Wróbel (2008)  odwołuje się do klasycznej definicji: zarażenie emocjonalne to tendencja do automatycznego naśladowania mimicznej, pantomimicznej i wokalnej ekspresji innych osób, co w konsekwencji prowadzi do przejmowania ich emocji. Czyli jest to zjawisko polegające na tym, że nieświadomie przejmujemy emocje innych ludzi, z którymi mamy kontakt, w pracy, w zespole. Jest to jeden z najmniej dyskutowanych, a równocześnie najsilniej działających mechanizmów w pracy zespołowej.

Dlaczego to ma znaczenie w pracy z zespołem?

Truizmem jest stwierdzenie, że nasze emocje wpływają na nasze działania, efektywność itd.  Dlatego stan emocjonalny jednej osoby – szczególnie jeśli ta osoba ma w zespole wyższy status, uwagę lub władzę – może rozlać się na całą grupę, zanim ktokolwiek zdąży to świadomie przetworzyć. Lider, który przychodzi na spotkanie sfrustrowany, nie musi powiedzieć ani słowa o swojej frustracji. Zespół i tak „złapie” ten stan. Ale, działa to także w drugą stronę, jeśli lider jest radosny i nastawiony optymistycznie, ma duże szanse na „zarażenie” tymi emocjami całego zespołu.

Dość oczywiste, ale także poparte badaniami (Hatfield, Cacioppo i Rapson – od lat 90tych)  jest zjawisko asymetryczności w zespołowym zarażaniu. Czyli osoby o wyższym statusie w grupie „zarażają” silniej niż osoby o niższym statusie. To dość niewygodna (lub rewelacyjna) wiadomość dla liderów ich poniedziałkowy nastrój dosłownie staje się nastrojem zespołu na cały dzień, a niekiedy tydzień, niezależnie od tego, czy tego chcą czy nie.

Mamy dwa kierunki zarażania

W pracy z zespołami obserwujemy dwa typowe scenariusze:

  • Kaskada negatywna – jedna sfrustrowana, zestresowana lub przestraszona osoba (niestety często lider) „infekuje” grupę napięciem. Po niedługim czasie zespół zaczyna funkcjonować w trybie obronnym: zadają mniej pytań, wykazują mniej inicjatywy, pojawia się więcej ostrożności. Paradoksalnie, próba „zarządzenia kryzysem” przez pokazanie własnego niepokoju często pogłębia kryzys.
  • Kaskada pozytywna – spokój, entuzjazm i ciekawość lidera (lub po prostu jednej zrównoważonej osoby w grupie) działają jak swoisty bufor. Zespół „uspokaja się” o ten spokój, nawet jeśli sytuacja obiektywnie jest trudna. Ale ważne jest tu co rzeczywiście czuje lider, a nie co próbuje udawać. Wcześniej czy później, zwykle wcześniej zostanie zdemaskowany i „aktorskie” wysiłki pójdą na marne. 

Tu pojawia się ważne pytanie do liderów związane z pierwszą kompetencją inteligencji emocjonalnej (EQ) czyli samoświadomością. Pytanie, które, które zadajemy czasem menadżerom na coachingach: czy jesteś świadomy, jakim stanem „infekujesz” swój zespół,  zanim jeszcze rozpoczniesz spotkanie?

Co z tym robić w praktyce?

Nie chodzi o to, żeby udawać spokój, którego nie czujemy – to zwykle działa odwrotnie do zamierzonego efektu, bo niezgodność między mową ciała a deklarowanym stanem jest wcześniej wspominałem, wyczuwalna dla innych, nawet jeśli nieuświadomiona. Chodzi raczej o pracę na trzech poziomach:

  1. Świadomość własnego stanu przed wejściem do zespołu (pierwsza kompetencja[i] EQ = samoświadomość) Krótka chwila autorefleksji – „z czym właściwie teraz wchodzę na to spotkanie?” – daje szansę na wybór, a nie automatyczne rozprzestrzenianie emocji na innych.
  1. Regulacja, nie maskowanie (druga kompetencja = samoregulacja)  Jeśli rzeczywiście jestem zestresowany, zwykle pomaga chwila na uspokojenie układu nerwowego (np. kilka odpowiednich, antystresowych, uspokajających  oddechów) zamiast wchodzenia na spotkanie z napięciem.
  2. Nazwanie stanu zamiast jego ukrywania (piąta kompetencja = umiejętności komunikacyjne).  Czasem najskuteczniejszym narzędziem jest prosta transparentność: „Wchodzę na to spotkanie nieco zestresowany, bo X – mówię to, żebyście wiedzieli, że to moje enocje, nie wasze.” To paradoksalnie „odkaża” zespół z przejmowania cudzego stanu, bo nazwanie emocji oddziela ją od reszty interakcji.

Zarażanie emocjonalne to też zasób!

Warto też pamiętać, że to zjawisko można świadomie wykorzystać. Coachowie zespołów i trenerzy regularnie korzystają z tego mechanizmu – pierwsze minuty warsztatu, sposób, w jaki kształtują swój stan, ma ogromny wpływ na to, jak grupa się „ustawi” na resztę spotkania. To jeden z powodów, dla których w pracy zespołowej tak dużą wagę przykładam do własnej regulacji emocjonalnej, zanim zajmę się regulacją grupy. Choć niektórzy mówią, że po mojej minie czasami trudno to poznać😉

Podsumowując

Zarażanie emocjonalne to dobrze opisany mechanizm neurobiologiczny, który działa w każdym zespole, każdego dnia, najczęściej poza naszą świadomością. Liderzy i coachowie, którzy biorą to zjawisko na warsztat – zamiast je ignorować – zyskują realny wpływ na atmosferę pracy, zanim ta atmosfera „zdarzy się” sama.

Rafał Nykiel

[i] Najpopularniejszy model opisuje pięć kompetencji: samoświadomość, samoregulację, empatię, motywację i kompetencje społeczne.

Back To Top